
Kto zyska na umowie UE–Mercosur, a kto straci? To pytanie zadaje sobie wielu rolników, przedsiębiorców i polityków w Europie. Nowe porozumienie handlowe budzi emocje, bo niesie ze sobą zarówno szanse dla przemysłu, jak i zagrożenia dla rolnictwa. Sprawdź, jakie skutki może mieć dla Polski i Unii Europejskiej. Skutki umowy będą zróżnicowane w poszczególnych państwach UE. Niemcy – największa gospodarka – prawdopodobnie najwięcej zyskają (eksport przemysłowy) przy minimalnych stratach (są importerem netto żywności). Hiszpania i Portugalia także liczą na sporo korzyści (handlowe więzi z Ameryką Płd., eksport win, oliwy, owoców morza), a ich rolnictwo – choć istotne – nie jest tak nastawione na produkcję wołowiny czy drobiu jak Polska czy Francja. Francja zyska umiarkowanie (przemysł lotniczy, samochodowy, wina), ale też sporo ryzykuje (wołowina, drób, zboża) – dlatego walczyła o gwarancje.
Ogólnie można jednak już teraz powiedzieć, że na umowie UE-Mercosur straci rolnictwo (szczególnie w krajach takich jak Polska, Irlandia, Francja), a głównym wygranym – przemysł eksportowy (silny w krajach jak Niemcy, Hiszpania). To tłumaczy ostre różnice stanowisk między państwami członkowskimi.
Przemysł wygrywa
Potencjalnymi wygranymi będą bez wątpienia eksporterzy przemysłowi w UE. Największe korzyści ekonomiczne z umowy mają odnieść branże przemysłowe Unii. Mercosur zgodził się znieść cła m.in. na samochody (35%), maszyny, chemikalia – a więc produkty, w których wyspecjalizowane są kraje takie jak Niemcy, Francja, Włochy czy Hiszpania. Dzięki temu europejskie koncerny motoryzacyjne i producenci maszyn uzyskają przewagę konkurencyjną i dostęp do czterech dużych rynków (łącznie ponad 260 mln konsumentów). Już obecnie eksport UE do Mercosur wspiera ok. 756 tys. miejsc pracy w Europie, a po wejściu umowy ta liczba wzrośnie.
Niemieccy producenci aut liczą na nowe zamówienia, bo dziś samochody europejskie są w Ameryce Płd. drogie przez wysokie cła. Rządy takich krajów (Niemcy, ale też Hiszpania, Portugalia) mocno lobbowali za umową, widząc w niej szansę na ożywienie eksportu i dywersyfikację rynków poza Chinami. Mercosur to bowiem region z relatywnie niewielką liczbą innych umów handlowych, zatem UE jako „pierwszy duży gracz” wejdzie tam z uprzywilejowaną pozycją.
Czytaj więcej:

Kontrowersje wokół umowy UE–Mercosur narastają w Europie, szczególnie w środowisku rolniczym. Najgłośniej przeciw umowie protestowali rolnicy z krajów o dużym sektorze hodowlanym. Ich główny argument to ryzyko zalania unijnego rynku tanimi produktami rolno-spożywczymi z Ameryki Południowej, co doprowadzi do spadku cen skupu w UE i uderzy w dochody gospodarstw. Unijne cła chroniące dotąd rynek wołowiny i drobiu mają przecież zostać mocno zredukowane w ramach przyznanych kontyngentów. Rolnicy obawiają się, że „ogromne ilości tańszych produktów” z Mercosur mogą zniszczyć dorobek europejskich (w tym polskich) rolników. Co jeszcze wzbudza niepokój?
Kontrowersje wokół umowy UE–Mercosur: obawy rolników przed napływem tańszej konkurencji
Europejskie organizacje rolnicze (COPA-COGECA i krajowe związki) wskazują, że koszty produkcji w Ameryce Płd. są znacznie niższe, m.in. z powodu tańszej ziemi i siły roboczej, większych farm oraz stosowania technologii niedozwolonych w UE. W rezultacie „konkurencja rozegra się przede wszystkim o klienta w Europie Zachodniej” – Mercosur może wypierać unijną żywność z kluczowych rynków zbytu.
Jeżeli chodzi o kontrowersje wokół umowy UE–Mercosur, to Polska szczególnie obawia się uderzenia w eksport drobiu (gdzie jesteśmy potentatem), a także w wołowinę i cukier. Już dziś ok. połowa polskiej produkcji żywności trafia na eksport (głównie na rynek UE), co obrazuje skalę zagrożenia – pojawienie się nowej konkurencji na tym rynku może ograniczyć zbyt naszych towarów. Europejscy rolnicy wielokrotnie protestowali na ulicach i przed siedzibami instytucji UE, argumentując, że „umowa doprowadzi do napływu taniej wołowiny i innych surowców rolnych produkowanych metodami niespełniającymi unijnych standardów” (za: Reuters).
Standardy produkcji i „równe warunki gry”
Istotnym aspektem jest nierówność w standardach środowiskowych i sanitarnych między UE a krajami Mercosur. Unijni rolnicy muszą przestrzegać coraz bardziej rygorystycznych norm (choćby strategia „Od pola do stołu” zakładająca ograniczenie pestycydów, dbałość o dobrostan zwierząt, redukcję emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie itp.). Tymczasem w krajach Mercosur obowiązują luźniejsze regulacje – dopuszczone są pewne środki ochrony roślin zakazane w UE, krótsze są okresy karencji, niższe wymogi dobrostanowe dla zwierząt, brak tak restrykcyjnych norm emisji z rolnictwa. Rolnicy obawiają się nieuczciwej konkurencji, gdzie importowana żywność będzie tańsza właśnie dlatego, że wytworzono ją „po kosztach” środowiska i niższych standardów. Eksperci nazywają to brakiem równych warunków konkurencji – unijne gospodarstwa mogą „spełniać najwyższe standardy, a i tak przegrają” z masową produkcją południowoamerykańską. Polski rząd oficjalnie domagał się od Komisji Europejskiej gwarancji wyrównania standardów – w listopadzie 2024 roku Rada Ministrów RP uchwaliła sprzeciw wobec umowy Mercosur właśnie z powodu braku zapewnienia równych wymogów środowiskowych i klimatycznych po obu stronach.
W odpowiedzi na te zarzuty Komisja Europejska zapewniała, że standardy bezpieczeństwa żywności pozostaną nienaruszone, a jakość importu będzie monitorowana. Mimo to wielu obserwatorów uważa, że kontrola tak dużego strumienia towarów może być trudna, a pewne różnice są nieuniknione, np. nawet jeśli wołowina z Mercosuru nie może być szprycowana hormonami (bo UE tego zakazuje), to w Brazylii dozwolone jest stosowanie niektórych pasz GMO czy antybiotyków paszowych, co w UE jest limitowane. Takie subtelne różnice przekładają się na niższe koszty produkcji poza Europą, dając tamtejszym farmerom przewagę cenową.
Czytaj więcej:



